sobota, 3 września 2016

E-mail marketing. 10 wykładów o skutecznej promocji w sieci - Piotr Krupa i Maciej Ossowski | Recenzja książki

E-mail marketing. 10 wykładów o skutecznej promocji w sieci - Piotr Krupa i Maciej Ossowski | Recenzja książki
Newsletter - słowo, które mrozi krem w żyłach pracownikom agencji...

Ok, może trochę generalizuję. Newsletter nie ścina erytrocytów całym agencjom, a głównie copywriterom. Wiesz dlaczego? Dlatego że zalewa nas SPAM, a większość z nas nie czyta ofert handlowych. Mało tego, nie otwieramy nawet tych e-maili, które sami chcieliśmy odbierać. A jeśli otwieramy, to i tak nie kupujemy nic od firm ani nie zostawiamy im na fejsie słodkich komentków. Prawda jest brutalna. Przesyt powoduje niechęć, ale "E-mail marketing. 10 wykładów o skutecznej promocji w sieci" pokazuje, że można tworzyć wiadomości, które ktoś przeczyta.

E-mail marketing

E-mail marketing. 10 wykładów o skutecznej promocji w sieci - Piotr Krupa, Maciej Ossowski


Wydawnictwo: Helion
Stron: 136

Księgarnia internetowa LoveBooks.pl dostarczyła mi książeczkę tak niepozorną, że nie spodziewałam się po niej wiele. Pomyślałam, że jak cały e-mail marketing można streścić w 136 stronach? Realy? A tu zonk, bo jednak się da i to nawet bardzo dobrze. Sama ciągle powtarzam, że dzisiejszy przesyt informacyjny zmusza do tego, żeby "ściaśniać" (za Kabaretem Moralnego Niepokoju). No więc autorzy - Piotr Krupa i Maciej Ossowski ściaśnili i nawet fajnie wyszło.

Książka podzielona jest na 10 rozdziałów. Mamy tu budowanie newslettera, segmentację, problemy w kampaniach e-mail marketingowych i ich integrację z mediami społecznościowymi. Całość wyłożona jest bardzo prosto, dosłownie jak krowie na rowie. Małe rozmiary książki sprawiają, że czyta się ją szybko i wygodnie.

Panie, to ja teraz zrobię gut newsletter?


Nie łudź się, że przeczytanie książki sprawi, że staniesz się copywriterem wszech czasów. Jest ona jedynie nakreśleniem podstawowych zasad, a realną wiedzę zdobywa się w praktyce. Trzeba napisać naprawdę wiele e-maili, by zrozumieć, co działa i dlaczego to działa w konkretnym przypadku. Każda grupa docelowa jest inna. Tak naprawdę każdy czytelnik (daj Boże, żeby przyszły klient) jest inny. Zmieniają się tendencje, potrzeby i możliwości rynku. E-mail marketing też ewoluuje. Trzeba za nim nadążać, bo inaczej klepanie mailingów nic nie da. Ich głównym celem jest konwersja i budowanie świadomości marki. Bez tego ani rusz.

Przed przystąpieniem do tworzenia prawdziwego e-mailowego "mięsa", które zawiera główne wezwanie do działania (CTA) oraz generującą wysoką konwersję treść, należy pamiętać o tym, że e-mail ma zupełnie odmienne przeznaczenie niż strona WWW. Wiadomość elektroniczna sama w sobie nie jest celem, a jedynie drogą do niego.

Dla kogo e-mail marketing?


Masz sklep internetowy, stronę firmową a może forum? E-mail marketing to nie tylko oferty. Na jego zasadach bazują także inne formy promocji w sieci. Jeżeli prowadzisz bloga i masz lub chcesz mieć swój newsletter - nie czekaj - przeczytaj książkę. Możesz oczywiście zacząć od innych pozycji w tym temacie. Obszerniejszych i dokładniejszych, ale na początku potrzebujesz samych podstaw. Ba, nawet na zaawansowanym poziomie dobrze jest sobie od czasu do czasu przypomnieć bazę, na jakiej trzeba stać. Tutaj masz ją wyłożoną klarownie i konkretnie.

"E-mail marketing. 10 wykładów o skutecznej promocji w sieci" to książka dla początkujących copywriterów i marketerów. To też fajna pozycja dla wszystkich tych, którzy chcą osiągnąć trochę więcej w wirtualnym świecie, ale nie mają czasu na metodę prób i błędów. Dodatkowo, jeśli jesteś kobietą, to co parę stron możesz sobie zerknąć na tylną okładkę. Jeden z autorów to naprawdę niezłe ciacho. :)

sobota, 20 sierpnia 2016

Powstali z popiołów… ale ona nie powinna wtedy zabijać tych dzieci!

Powstali z popiołów… ale ona nie powinna wtedy zabijać tych dzieci!
Gdybym mogła, czytałabym i oglądała na temat II wojny światowej dosłownie wszystko. Myśl o tym, co chcesz. To mnie po prostu kręci. Gdzieś niechcący wygrzebałam film „Powstali z popiołów”, zaparzyłam herbatę no i wiesz – cyk do łóżeczka. Teraz żałuję. Ten oparty na faktach film obrzydził mi wieczór i cały następny dzień. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Dosłownie wwiercił się w moją głowę.

Na początku było ok. Fabuła zaczyna się od tyłu. Główna bohaterka wspomina czasy swojej młodości, początki kariery i pięknego życia. Wiesz, tutaj mamy sceny rodem ze wspomnień przedwojennych Żydów – wypucowane lakierki, piękne wnętrza, kasa, prestiż, kasa i dla odmiany kasa. Po prostu ciśnie mi się na usta, że to kłuło Niemców w oczy. Żydowskie bogactwo, przepych i możliwości. Mieli po prostu za dużo wszystkiego, nie kryli tego i to sprowadziło na nich klęskę. Ale nie o tym mowa. Wróćmy do filmu.

Kadr z filmu Powstali z popiołów (cda.pl)

Powstali z popiołów - z bajki do piekła


Główna bohaterka – młoda ginekolog Gisella Perl wpada w ręce Niemców we własnym domu. Ona i jej rodzina zostają przeniesieni do getta, a stamtąd lekarka trafia do KL Auschwitz. Bajka się kończy. Piękne lakierki zamieniają się w drewniane trepy, a modna sukienka w brudny i zniszczony pasiak.

Giselle w obozie dostrzega doktor Mengele. Tak, ten sam, którego nazwisko do dziś powoduje zimne ciarki na plecach. Mengele werbuje Gisellę do pomocy w swoich eksperymentach. Ta – co zrozumiałe – wykonuje je pod groźbą utraty życia, ale w międzyczasie… z własnej woli zabija nienarodzone jeszcze dzieci. Gisella Perl dokonuje w obozie masowych aborcji. Przyznaje się do wykonania ich około tysiąca!  Ciąże usuwa gołymi rękami, będąc przekonaną, że w ten sposób ratuje kobietom życie. Cóż, różnie można rozumieć pojęcie pomocy.

Pomoc czy ukryta zemsta?


W jednej ze scen lekarka wyrywa z ciała więźniarki dziecko, które płacze. Dziecko, tak duże, że gotowe już do samodzielnego życia. Gisella wychodzi z nim na dwór, dusi je szmatą i chowa pod stertą trupów. A Bóg widzi i nie grzmi. Nie mów mi, że robiła dobrze.


  • Po pierwsze nigdy nie miała pewności, że ciężarna naprawdę zginie, jeżeli ta nie zabije jej dziecka.
  • Po drugie, jeżeli te dzieci miały i tak zginąć w obozie z rąk nazistów, to po co Gisella nurzała ręce w ich niewinnej krwi?
  • Po trzecie – ona nie pomagała. On wyręczała Niemców. Brała na siebie coś, co oni i tak by zrobili. Swoje działania tłumaczyła tym, że zabija dzieci, by ratować kobiety i by te miały w przyszłości możliwość urodzenia kolejnego potomstwa. Tak jakby dziecko było zabawką. Jak nie to, to inne, byleby matka żyła. Bo widać życie matki ważniejsze jest od życia dziecka. Obrzydliwość.


Ja to widzę tak – Gisella Perl, nad którą tak lituje się cały świat, zabijała dzieci w prywatnej wendettcie. Robiła to, by przeżyły kobiety, które kiedyś odbudują wybijanych w obozach Żydów. Moim zdaniem to była jej prywatna zemsta na Niemcach. Mogę się mylić, ale nie widzę żadnego, sensownego powodu, by młoda, uczciwa lekarka, która składała przysięgę Hipokratesa, przedkładała jedno życie ponad drugie. Nie w jej gestii leżało to, by decydować o życiu tych nienarodzonych maleństw. Nie do niej należało odbieranie im życia cuchnącymi szmatami.

Okładka filmu i książka napisana przez Gisellę Perl po wojnie

W końcu nie ona powinna otrzymać prawo leczenia po wojnie w Stanach. Jak można zabić 1000 istnień, a później, jak gdyby nigdy nic pomagać innym istnieniom przyjść na świat? Nie przekonują mnie argumenty, że obóz to inna rzeczywistość i moralność. Były w nim lekarki, które odebrały życie sobie, nie chcąc zgodzić się na to, by odbierać je innym. Jak widać, były też takie, dla których różnica między „chodź na świat” a „zniknij z tego świata” była niewielka.

Usilna próba powrócenia do zawodu była Giselli potrzebna, by zmazać poczucie winy. Skoro zabiła tysiąc, może chciała wyrównać ten rachunek, drugiemu tysiącowi pomagając przyjść na świat. Ciekawa jestem, co czułyby kobiety, które po wojnie trafiły pod skrzydła Giselli, gdyby wiedziały, co robiła ona z dziećmi jeszcze jakiś czas temu. To pewnie nie byłoby dla nich komfortowe. To byłaby odraza być może tak wielka, jaką ja czuję dziś.

Nie musisz się ze mną zgadzać, ale uszanuj moje zdanie. Nie byłam tam, nie widziałam i nie rozumiem. Mogę nawet nie być sobie w stanie wyobrazić pewnych kwestii, ale mogę je ocenić i robię to. Dlatego że mi wolno i dlatego, że chcę.

Czasami warto się zastanowić, gdzie leży granica między koniecznością a hipokryzją i to nie tylko w kontekście zabijania, ale w każdym innym. Nie może być tak, że jedno życie jest lepsze, a drugie gorsze. Że jedno zasługuje na oglądanie świata, a inne nie. Kwestie zasadności życia nie powinny podlegać dyskusji.

sobota, 6 sierpnia 2016

Nie martw się, to tylko życie - Adam Szewczyk | Recenzja książki, którą warto przeczytać

Nie martw się, to tylko życie - Adam Szewczyk | Recenzja książki, którą warto przeczytać
Kiedyś nadejdzie ten moment, że zamkniesz oczy po raz ostatni...

Cholernie lubię, kiedy książka ma jakieś przesłanie. Wiesz, bierzesz do ręki, czytasz i myślisz sobie: tak, nie zmarnuje tego czasu. Lubię, gdy historia do czegoś dąży, coś uzmysławia. Dość mam tych miałkich, nic niewnoszących do mojego życia historyjek bez morałów. Dlatego książka "Nie martw się, to tylko życie" wywarła na mnie dobre wrażenie. Ba, nawet bardzo dobre.

Nie martw się, to tylko życie

Nie martw się, to tylko życie - Adam Szewczyk

Wydawnictwo: Self Publishing
Stron: 384

Powiedz mi, ile swojego życia przepierdziałeś w stołek? Ile chwil zmarnowałeś? Ilu okazji nie udało Ci się wykorzystać? Kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy to wszystko niedelikatnie mówiąc szlag trafi. Pewnego dnia weźmiesz ostatni oddech i już nie otworzysz oczu. Tak będzie czy tego chcesz, czy nie. Może teraz masz dwadzieścia kilka albo trzydzieści kilka lat i o tym nie myślisz, ale wiesz, że ta chwila kiedyś nadejdzie. Tak jak nadeszła dla Jakuba, głównego bohatera książki. Pewnego dnia umarł. No po prostu odszedł, ale tylko stąd. Ze świata, którego my znamy. Niestety nie zdarzyło się tak, że od razu przygarnęły go aniołki i fruwał sobie z nimi między chmurkami. Ziściła się raczej złowroga wersja tej bajki, a Jakub musiał stawić czoła swojemu życiu od nowa.

Szewczyk każde Ci pomyśleć o śmierci

Po co o niej zapominasz, po co odrzucasz ją, jako coś, co Ciebie nie dotyczy? Przecież jesteś z krwi i kości, a te kości zaczną się kiedyś rozpadać, tak jak i ta krew zacznie kiedyś gęstnieć. Lepiej uzmysłowić sobie to teraz, niż odrzucać tę wizję w nieskończoność. Jakub zdał sobie sprawę z bezsensowności swojego życia trochę za późno, a z Tobą jak jest? Wykorzystujesz swoje szanse? Bierzesz życie pełnymi garściami, czy tylko udajesz, że żyjesz? Autor książki każde Ci się zastanowić nad swoim losem. Może już czas zacząć weryfikować dokonania i sięgnąć po marzenia. Jeżeli nie teraz, to kiedy do ciężkiej Anielki?

Ciemność, jaka Cię otaczała, była głęboka na tyle, że nie umiałeś dostrzec w niej niczego ani nikogo. Przez cały czas przebywania w jej objęciach twój umysł sugerował ci, że kryją się w niej demony, duchy i inne mistyczne stworzenia. Można bronić się przed najgłupszą sugestią bardzo długo, ale największa głupota powtarzana w nieskończoność potrafi zasiać ziarno niepokoju, a wraz z twoim pierwszym odwróceniem się przez ramię, umie stać się najszczerszą prawdą.

Pomyśl o śmierci, a docenisz życie

Książka "Nie martw się, to tylko życie" Adama Szewczyka jest sprzecznością samą w sobie. Z jednej strony traktuje o temacie dość nieprzyjemnym. Z drugiej jednak napawa optymizmem. No bo przecież nie wszystko stracone. Jeszcze masz szansę wiele osiągnąć. Jeszcze możesz wszystko zmienić. Dla Ciebie nic się nie skończyło, a skoro tak, to można zacząć od nowa. Nigdy nie ułożysz sobie życia idealnie, ale przynajmniej spróbujesz coś zrobić. Glupio byłoby umierać ze świadomością, że nie miało się nigdy tego, co było tak bliskie sercu. Wiem coś o tym, bo za chwilę idę na pogrzeb kolegi...

Oderwij się od Pokemon Go, wyłącz na chwilę telewizor. Stań przed lustrem i zapytaj sam siebie, czy zrobiłeś już wszystko, by być gotowym umrzeć w tej chwili? Jeżeli odpowiedź brzmi "nie" to na co czekasz? Zrób to, co pozwoli Ci kiedyś spokojnie odejść.

środa, 27 lipca 2016

Duchy III Rzeszy - dokument, który sprawi, że poczujesz się dziwnie

Duchy III Rzeszy - dokument, który sprawi, że poczujesz się dziwnie
Zbrodnie nazistowskie bolą każdego, nawet potomków oprawców...

Kocham tematykę II wojny światowej. Jest w niej coś, co przechodzi ludzkie pojmowanie. Ciągle pytam samą siebie: jak? Jak do cholery to się mogło powieść? To przekracza moje pojmowanie. Nie wiem, jak można wmówić ludziom, że są rasą panów i nie wiem, jak można w to uwierzyć. Nie wyobrażam sobie też, jak można żyć z piętnem krwi zbrodniarza, ale są wśród nas jeszcze tacy, którzy muszą.


Procesy oświęcimskie ani trybunał norymberski nie wygoiły wcale wojennych ran. Jednych osądzono, inni czmychnęli. Nazistów nie dało się już zmienić. Oni i tak wierzyli w Hitlera i byli gotowi umierać za słuszność swojej ideologii. Niestety pozostawili po sobie krew. Nie tylko na ziemi, którą usłały trupy, ale też w żyłach innych ludzi. Pozostawili potomków, którzy cierpią za czyny, których nie popełnili.

Wnuczka nazisty - syn zbrodniarza


O przeszłości swojej rodziny dowiadywali się zazwyczaj w wieku kilkunastu lat. Mniej lub bardziej przypadkowo docierało do nich, że ich przodków wyklęła cała ludzkość. Jak żyć ze świadomością, że jest się synem, córką lub wnukiem kogoś, kto mordował ludzi z uśmiechem na ustach?Jak spojrzeć innym w oczy? Jasne, oni nie są niczemu winni, ale co z tego? I tak pochodzą z rodziny, w której ktoś dopuścił się  zbrodni przeciwko ludzkości. Jak funkcjonować, kiedy czujesz się potomkiem wcielonego diabła ? Gdy wstyd ciągnie się za Tobą nawet tam, gdzie nikt nie widzi łez?

Jak się podpisać lub przestawić, gdy Twoje nazwisko brzmi Bettina Goering? A w dodatku, gdy jesteś Niemką i dziwnym zrządzeniem losu Twój przodek był zwierzchnikiem Luftwaffe. Jak czuć się, kiedy przypadkowo dowiadujesz się, że Twój dziadek nazywał się Wilhelm Boger i był twórcą jednej z najstraszliwszych tortur, jakie widział świat (huśtawki Bogera)?

Trzeba wiedzieć, kogo nienawidzić


Nam się tylko wydaje, że wszyscy Niemcy są źli, że w ich żyłach płynie krew szaleńców, a osławiona przez nich genetyka będzie nieść dalej zło. Żywimy urazę, a tak naprawdę po drugiej stronie stoją ludzie, którym jest po prostu wstyd. Ludzie, którzy nie odpowiadają za to, co się kiedyś stało. Istnienia, które urodziły się z piętnem przeszłości i które tego piętna nie mogą zamazać. I nie rozumiem stwierdzenia, że ktoś musi odpokutować za grzechy narodu niemieckiego. A gdyby Tobie tak kazali odpokutować za czyny, których kiedyś dopuściła się Twoja babka? Przecież to niedorzeczne. Ci, którzy byli winni, już nie żyją. Ci, którzy zostali, żyją życiem podwójnym - swoim i dziadka nazisty. Dziadka oprawcy.

Dzieci i wnuki rasy panów żyją w cieniu hitlerowskich zbrodni. Opowiadają o swoich odczuciach, przemyśleniach i problemach, które dostały w spadku razem z krwią. Opowiadają o drodze do uleczenia i o pojednaniu z tymi, których skrzywdzono. Warto to obejrzeć. Naprawdę warto.

Dokument Duchy III Rzeszy pokazuje, że ideologia upada, ale ofiary pozostają. Są po obu stronach, nie tylko po tej, która była ciemiężona. Również po tej, która ciemiężyła. Za zło płaci każdy i to powinna być dla nas nauczka na przyszłość. Również w kontekście tego, co dzieje się teraz. Zaręczam Ci, że dzieci narodu islamskiego będą przez całe życie nosić brzemię swoich rodziców i dziadków.

Współczuję rodzinom ofiar nazistów i rodzinom oprawców. Obu tym grupom tak samo. Bo tu nie chodzi o to, by osądzać z góry. Tu chodzi o taką ludzką przyzwoitość i zrozumienie, że sądzić będzie ten na górze.

Obejrzyj Duchy III Rzeszy i powiedz z czystym sumieniem, czy potrafisz nienawidzić za same geny?


sobota, 16 lipca 2016

NLP w 21 dni – Alder Harry, Beryl Header | Recenzja książki

NLP w 21 dni – Alder Harry, Beryl Header | Recenzja książki
NLP – sposób na zmianę życia czy bujda na resorach?

Teraz każdy chwali się, że zna NLP. No bo to takie modne, bo wypada interesować się rozwojem osobistym. Sama swego czasu to zgłębiałam. Było ok., ale wiesz co? Wydaje mi się, że to jest dobre dla , którzy szybko łykają różne rzeczy i którym wiele do zmiany nie potrzeba. Przeczytałam książkę NLP w 21 dni Aldera Harr'ego, Beryla Header'a i mam mieszane uczucia.

NLP w 21 dni - Alder Harry, Beryl Header

Wydawnictwo: Rebis
Stron: 320

Co kryje się pod tajemniczym skrótem NLP? Czy jest to jakiś magiczny sposób na zmianę osobistą i osiąganie celów? Jak zareagujesz, jeśli powiem Ci, że tak? Albo chociaż trochę tak, no bo wiadomo, że poznanie danej metody nie jest równoznaczne z osiągnięciem jakichś efektów.

W książce NLP w 21 dni Harry Alder i Beryl Heather piszą, że NLP to:

NLP to skrót terminu Neuro-Linguistic Programming (programowanie neurolingwistyczne - dop. tłum.), oznaczającego nowatorskie podejście do kwestii porozumiewania się i rozwoju człowieka. Nazywa się je sztuką i nauką tworzenia indywidualnej doskonałości bądź studium doświadczenia subiektywnego. NLP pozwala w stopniu doskonałym posiąść umiejętności porozumiewania się z innymi oraz uczy praktycznych metod zmieniania sposobu myślenia i zachowania. Dzięki nim wiele milionów osób buduje lepsze związki, zyskuje pewność siebie i osiąga sukcesy w każdym aspekcie życia.

NLP to zbiór technik pozwalających lepiej się komunikować, osiągać wyższy poziom motywacji, zmieniać swoje negatywne postawy i nabierać nowych - pozytywnych. NLP to wspaniałe  narzędzie, dzięki któremu tysiące kobiet i mężczyzn na całym świecie dosłownie odmieniło swoje życie. Tylko nie ja.

„NLP w 21 dni” – brzmi nieźle, nie? Tak, jak gdyby naprawdę można było się tego wszystkiego nauczyć w dwa tygodnie. Podobno tyle czasu człowiek potrzebuje do tego, żeby zmienić swoje nawyki. Testowałam i u mnie nie było fajerwerków. Książka jest napisana naprawdę fajnie. Profesjonalnie i bez lania wody, ale mnie to nie porywa. Może za długo siedzę już w rozwoju osobistym, żeby łykać wszystko, jak młody pelikan.

 „Dzięki NLP doskonałość nie wydaje się już tak trudna do osiągnięcia. W każdej doskonałej umiejętności czy zachowaniu można doszukać się pewnej „strategii". Strategie te, choćby nawet stosująca je osoba nie zdawała sobie sprawy z ich istnienia, obejmują sekwencje myśli i działań, które składają się na osiągnięcie pomyślnego rezultatu”.

Twórcami Programowania neurolingwistycznego byli matematyk i informatyk Richard Bandler oraz lingwista John Grinder.  Nauczyciel i uczeń pracujący pod wspólną banderą szukali jednej wspólnej cechy łączącej dokonania sław takich jak Virginia Satir, Milton Erickson i Gregory Bateson. Okazało się, że spektakularne efekty, jakie osiągali ci terapeuci wynikały ze sposobu, w jaki pracowali z pacjentami. Bandler i Grinder zdołali poznać te zadziwiające metody, sprecyzować, udoskonalić i nadać im miano NLP - Programowania Neurolingwistycznego.

Główne założenie NLP opiera się na modelowaniu, czyli nabywaniu cech obiektu czy osoby, do której chcielibyśmy być podobni i której umiejętności chcielibyśmy posiąść. Wiadomo, że nauka odbywa się poprzez naśladownictwo i ten właśnie sposób twórcy NLP zastosowali w swoim modelu. NLP bada jak za pomocą zmysłów filtrujemy docierające do nas informacje oraz w jaki sposób je wykorzystujemy. Programowanie zawiera w sobie cały zestaw zasad i ćwiczeń mających na celu umożliwić nam osiągnięcie sukcesu. Możemy pozbyć się w ten sposób negatywnych skojarzeń, stresu i zmienić postrzeganie denerwujących nas rzeczy.

Głównymi jego założeniami NLP są stwierdzenia:


1. Mapa nie jest terenem, czyli sposób, w jaki postrzegasz świat, niekoniecznie musi być obiektywny, gdyż jest to tylko i wyłącznie Twój punkt widzenia.
2. U podstaw zachowań leżą pozytywne intencje.
3. Możliwość wyboru jest lepsza od jego braku.
4. Komunikat był taki, jaka jest reakcja odbiorcy.
5. Nie ma porażek, są tylko informacje zwrotne.

Z założeniami się zgadzam, ale metody pracy nad sobą nie zawsze mi odpowiadają. Wykonywałam ćwiczenia, ale no cóż – rezultatów nie było. Bo ja to jestem w sumie taka bestia, że lubię widzieć efekty od razu. Jeżeli ich nie ma, to przestaje wałkować dany temat. Nie twierdzę jednak, że u Ciebie NLP się nie sprawdzi. Każdy jest inny. Może Tobie to podpasuje.


To tylko 3 tygodnie. Warto spróbować. Przecież każdy chce żyć lepiej. Zmiany nie muszą być duże. Liczy się chęć działania. Tej nigdy się nie żałuje.
Copyright © Literutopia , Blogger