czwartek, 30 października 2014

100 cudów natury w Polsce - Anna Plenzler | Recenzja książki

100 cudów natury w Polsce - Anna Plenzler | Recenzja książki
Cudze chwalicie, swego nie znacie...

Z reguły nie sięgam po żadne atlasy ani przewodniki, ale książka "100 cudów natury w Polsce", leżała u mnie już od kilku lat i sięgnęłam po nią dosłownie od niechcenia. Czytaniem nie można tego raczej nazwać, bo cały album da się "przerobić" w niecałą godzinę, ale i tak było warto. "100 cudów natury w Polsce" autorstwa Anny Plenzler, to doskonała propozycja dla tych, którzy szukają ciekawego miejsca na wyjazd.

Obecna aura co prawda nie sprzyja wycieczkom, ale mimo wszystko ja miałabym ochotę się gdzieś wybrać. A Ty? Gdybyś miał/a teraz gdzieś pojechać, to jakie miejsce w Polsce okazałoby się najlepsze?

100 cudów natury w Polsce

100 cudów natury w Polsce - Anna Plenzler

Stron: 114
Wydawnictwo: Publicat

Album jest bardzo ładnie wydany, twarda i przepiękna okładka w nasyconych kolorach. Biorąc go do ręki zastanawiamy się, gdzie też autorka znalazła aż 100 cudów? Na początku na myśl przyszło mi tylko morze i góry. A gdzie reszta, pozostałe 98? Żeby je poznać, trzeba było rozpocząć czytanie.

Spis treści (jak i cały album) ułożone są tak, że zaczynamy od wybrzeża Bałtyku, a kończymy na Bieszczadach. Polskie cuda zawarte w albumie to m.in;

  • Przylądek Rozewie
  • Dąb Bartek
  • Wulkan Ostrzyca
  • Wodospad Kamieńczyka
  • Morskie Oko
  • Jaskinia Łokietka
  • Niebieskie źródła
Wygląd kart z "cudami"

O istnieniu niektórych miejsc po raz pierwszy dowiedziałam się właśnie z tego albumu. Nie miałam pojęcia, że przykładowo w Budziejewku znajduje się ogromny głaz, który są historią sięga wiele lat wstecz.
 
Na życzenie wieśniaków z Budziejewka niedaleko Wągrowca już w 1840 roku zapisano w księgach wieczystych "ochronę kamienia po wsze czasy". Chodziło o granitowy głaz narzutowy, drugi pod względem wielkości w Wielkopolsce, zwany kamieniem św. Wojciecha. Jego obwód liczy 20,5 m, ale wysokość zaledwie 1,3 metra, gdyż znaczna jego część znajduje się pod ziemią.Ponoć to właśnie za sprawą świętego Wojciecha głaz ten tak mocno i głęboko utkwił w ziemi.
Poznając album udało mi się określić swoje wycieczkowe typy, jeżeli miałabym wybierać spośród miejsc zawartych w książce (a takich, w których jeszcze nie byłam), to wybrałabym z pewnością:

  1. Bory Tucholskie
  2. Dolinę Stanu nad Otrytem
  3. Wąwozy lessowe koło Kazimierza Dolnego
  4. Bramę Krakowską
Album "100 cudów natury w Polsce" zawiera po jednym, dwa zdjęcia konkretnego miejsca i jedynym mankamentem jest fakt, że one wcale nie powalają. Jestem pewna, że wiele z nich można by ująć w znacznie lepszy sposób i w ciekawszym momencie, a tak, nawet w części nie oddają swojego piękna.

Album, który warto poznać

Jeśli mielibyście zdecydować się teraz na spontaniczną wycieczkę po Polsce, jakie miejsce byście wybrali?

poniedziałek, 27 października 2014

Książkowe kadry (2) | Matras Łódź Manufaktura

Książkowe kadry (2) | Matras Łódź Manufaktura
W niedzielę miałam przyjemność odwiedzić Łódź i oczywiście nie obyło się bez książkowych zachwytów. Każdy książkoholik (czy książkoholiczka) widząc księgarnie, dostaje praktycznie białej gorączki i chce wszystko mieć.

Jednak jak to zwykle bywa czasu na wybieranie nigdy nie jest dosyć i za każdym razem okazuje się, że: to czytałam, tamto mam, to też mam, to też czytałam...

Półki peeeełne książek

I całe ich stosy...

Mam na celowniku

Zmierzch - czemu ja się nim nie zachwycam?

"Dzieciowe" książeczki

I te dla większych dzieci

Poradniki i literatura "praktyczna"

Co prawda wykonywane telefonem zdjęcia, nie są najlepszej jakości, ale mimo wszystko u mnie powodują szybsze bicie serca. Szukałam, przeglądałam, a w konsekwencji i tak nic nie kupiłam. A wy? Czy was także księgarnie przyprawiają o zawrót głowy? Zawsze coś kupujecie, czy ogrom książek sprawia, że nie możecie się zdecydować?

sobota, 18 października 2014

Pułapka Gender - Marzena Nykiel | Recenzja książki

Pułapka Gender - Marzena Nykiel | Recenzja książki

Do czego dążymy? Do lepszego świata, czy autodestrukcji, która czai się na każdym kroku?

Kiedy Wydawnictwo M przysłało mi książkę Marzeny Nykiel "Pułapka Gender", miałam co do niej mieszane uczucia. Zaczęłam czytać od niechcenia, w poczekalni u dentysty i nie wiedzieć co było gorsze: widmo borowania czy świadomość tego, że statystyczny człowiek nie ma pojęcia, co dzieje się na jego planecie. "Pułapka Gender" Marzeny Nykiel otwiera oczy... ze zdumienia.

Pułapka Gender


Pułapka Gender - Marzena Nikiel

Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Stron: 310

Okładka jest taka sobie, mogę nawet śmiało powiedzieć, że jest jedną z najbrzydszych, jakie miałam przyjemność oglądać, ale nie to jest w tym momencie ważne. Istotna jest zawartości, a ta niestety nie jest przyjemną historyjką, którą można sobie poczytać do snu. Marzena Nykiel w dość surowy sposób rozprawia się z ludzką niewiedzą dotyczącą Gender. No właśnie Gender - to słowo jak widmo przemyka w naszej świadomości i chociaż większość zdaje sobie sprawę czy owy ruch jest, to jednak nie do końca chcemy przyjąć to do świadomości.

Jeżeli miałabym określić, co to takiego, napisałaby: Gender po prostu jest i to wystarczy, żeby człowiek zaczął całkiem inaczej pojmować rzeczywistość. Rzeczywistość, która tak naprawdę jest ułudą, świadomość, którą ktoś w nas zaszczepił i wybory, które nie są naszymi wyborami. Oderwanie od tożsamości płciowej ma być według Nikiel zaplanowaną strategią, której celem jest przejęcie kontroli nad bezwolną rasą (czytaj: nami). Kontrola urodzeń, zawirowania związane z kwestiami populacji ludności świata, antykoncepcji, aborcji i nie wiedzieć czego jeszcze, mieszają się ze sobą, dając mieszankę wybuchową.

Według autorki ruch New Age, tak propagowany i tak piętnowany jednocześnie, ma na celu nic innego, jak zawładniecie naszymi umysłami i skierowanie działań na odpowiednie tory. Wszelkie happaeningi, ruchy czy też ustawy, ściągają nas powoli na samo dno moralnego wypaczenia i zmuszają do tego, byśmy mówili jednym głosem. Marzena Nikiel pisze:

Analiza poszczególnych elementów pokazuje wyraźnie, że wszystko, co próbuje się nam przedstawić jako spontaniczne, oddalone działania niezależnych, rozsianych po świecie, złaknionych wolności grup społecznych, programowane jest odgórnie i dofinansowywane potężnymi środkami z międzynarodowych funduszy.

Mowa tutaj zarówno o ogólnodostępnej antykoncepcji, aborcji, promowaniu seksbiznesu i wywoływaniu wojny między płciami. Wojny, w której wygranymi są wyłącznie możni tego świata, największe banki i organizacje stricte "opiekuńcze". Autorka w swoich rozważaniach dość mocno odnosi się do Boga i tradycji chrześcijańskiej, ale moim zdaniem jest to niepotrzebne. Granie świętych, żeby pokazać, że kto inny jest bee, to nie jest dobra droga. Tak samo jak oponowanie za tym, iż kościół jest jakimkolwiek panaceum na sytuacje, która się aktualnie rozgrywa. Moim zdaniem kwestia Gender powinna być całkowicie wyjęta spod jurysdykcji kościoła, ten nie powinien się w to mieszać, ani grać dobrego pasterza, bo tak naprawdę nie jest w stanie nic zmienić, ani przed niczym uchronić.

Masy karmione są każdego dnia poglądami, które mają przyjąć jako własne. Filozofia manipulacji pomyślana jest tak, abyśmy się nie zorientowali co tak naprawdę kryje się za Gender, że chodzi o potężne pieniądze, których dostarczą zaszczuci, zmanipulowani ludzie. Za jakiś czas ktoś tam na górze podejmie decyzje, że wszystkich nas trzeba "zaczipować", a co, przecież skoro ten proceder już kwitnie, to lada dzień możemy obudzić się w rzeczywistości, w której będziemy traktowani jak zwierzęta, a rasa panów będzie wydawała komendy.

Sterowane społeczeństwo to... Pułapka Gender

Co mamy robić, gdzie chadzać, ile rodzić i gdzie. Bo na tym przecież opiera się New Age i co całe jego zakichane Gender. Pozbądźmy się świadomości już teraz, niech światowy bank ładuje kasę w to, abyśmy stali się bezwolnym stadem. Przecież nas to i tak nie będzie obchodzić, będzie nam się wydawało, że żyjemy w demokratycznych państwach i sami kierujemy swoim życiem. Zonk, te czasy minęły dawno temu, zanim na świecie pojawili się Ci, którzy stworzyli chorą ideologię panowania. Książki takie, jak "Pułapka Gender", to tylko wierzchołek góry lodowej, chwała autorce za to, że nie boi się podejmować trudnych tematów, ale jeśli miałabym coś zasugerować, to prosiłabym, o trochę przystępniejszy język. Czasami podczas czytania ma się wrażenie, że Marzena Nikiel w tak wybujały sposób operuje słowami, że ma to na celu nie podkreślenie powagi sprawy, a ukazanie swego kunsztu pisarskiego. Ten natomiast nie jest mi tu wcale potrzebny, jeśli będę chciała przeżyć twórcze uniesienie, to poczytam Pana Tadeusza.

Zaszczepiona w umysłach radykalnych feministek marksistowska koncepcja wojny płaci nabiera tempa. Proponowana przez nie strategia "uwolnienia się od jarzma monogamii" za pomocą nieskrępowanej wolności seksualnej nie przyniosła oczekiwanych efektów. Zamian upragnionego zrównania płci w eudajmonicznym szaleństwie, przyszło bolesne rozczarowanie jeszcze większą podległością.
Bez względu na to, czy cechujemy się rozwiązłością czy też prawdziwe z nas anioły, to i tak jest źle. Skrajności jakoś nigdy mnie nie pociągały. Nie mam nic do feministek, niech sobie kobiciny robią co chcą. Chcą chłopa stłamsić, niech tłamszą, chcą wyzwolenia - niech się wyzwalają, tylko niech ma to wszystko jakieś granice. W moim przekonaniu nic nie jest do końca czarne ani białe. Książka Pułapka Gender ukazuje bardzo demoniczne oblicze naszego świata, autorka szykuje się najwyraźniej na prawdziwą krucjatę, ale ja uważam, że troszkę zbyt emocjonalnie podchodzi do tematu. Nie można być Matką Polką dla wszystkich, a to, że kobietom umożliwia się antykoncepcję, żeby nie musiały wychowywać dzieci, których nie chcą lub nie mogą mieć - nie jest złe.

Entuzjazmu jak widzicie nie ma, przeczytałam, przyswoiłam, ale historyczny bełkot nie zawsze trafia do mnie aż tak mocno, żebym podjęła próbę zmiany świata. Jego nie zmieniają jednostki, jego zmienia ogół.

Jak wy podchodzicie do tej kwestii. Co sądzicie o Gender, może czytaliście książkę i macie własne refleksje na ten temat?

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od:



piątek, 19 września 2014

Wywiad z Aleksandrem Sową + prywatne zdjęcia autora specjalnie dla was!

Wywiad z Aleksandrem Sową + prywatne zdjęcia autora specjalnie dla was!

W ostatnim czasie nieprzerwanie zachwycam się twórczością rodzimych autorów i postanowiłam, że dowiem się o nich i o ich pracy czegoś więcej. Poniższa rozmowa jest częścią realizacji tego planu.

Zapraszam na wywiad z Aleksandrem Sową, autorem powieści i poradników

Pozdrowienia dla czytelników bloga


Kinga: Znamy się z kart książek od dość dawna, czy zgadzasz się, żebym zwracała się do Ciebie po imieniu? Będzie nam się wtedy znacznie lepiej rozmawiało.

Aleksander: Mów mi Olo.

Kinga: Olo, swego czasu o Twoich książkach zrobiło się w sieci głośno. Powiedz proszę, jak to się w ogóle stało, że zacząłeś pisać?

Aleksander: Głośno było o książkach Witkowskiego albo Gretkowskiej, ale to zawodowcy, a ja piszę, bo to moje hobby. Nauczyłem się bardzo wcześnie pisać i czytać. W dzieciństwie masowo pochłaniałem lektury i pisałem do szuflady. W okolicach 2002 roku zarobiłem pierwsze parę groszy na pisaniu. Trzy lata później wydałem pierwszy poradnik i powieść. Tak się zaczęło. 

Kinga: Jak reagowałeś na pierwsze recenzje debiutanckiej książki? Czytałam ją i wiem, że do dziś dnia zbiera różne opinie.

Aleksander: Niezbyt dobrze pamiętam tę chwilę, ale sądzę, że było mi przykro, bo tak jest zawsze, kiedy recenzja nie jest pozytywna. Dziś pierwszą powieść napisałbym zupełnie inaczej, sądzę, że warsztatowo lepiej, ale czy byłaby lepsza? Nie sądzę. A, że nie wszystkim się podoba to sprawa naturalna. Istotne, że są czytelnicy, którym się bardzo podobała i tylko to się liczy. Tworzę dla swoich czytelników, a nie dla tych, którzy po moje utwory sięgać nie chcą.

Aleksander Sowa przy pracy

Kinga: Czy to trudne pogodzić się z tym, że własna twórczość nie wszystkim się podoba?

Aleksander: Nie jest to łatwe. Ale z czasem można się tego nauczyć i myślę, że ten etap mam już dawno za sobą. O wiele trudniejsza do zniesienia jest dla mnie krytyka nieuczciwa. Mam tutaj na myśli tzw. hejterstwo oraz krytyczne opinie ze strony innych twórców. Mam dyżurnego hejtera-pisarza, który co jakiś czas obrzuca mnie nieczystościami. Raz nawet pozwał mnie do sądu tak bardzo boli go moje nazwisko. Chciał 10 tysięcy złotych odszkodowania na naruszenie dóbr osobistych, bo jego zachowanie nazwałem „prymitywnym zachowaniem małego człowieka”. Konstruktywna krytyka jest bardzo potrzebna i wyciągam z niej wnioski, resztę można spuścić w klozecie.

Kinga: Zahaczmy trochę o książkę „Zauroczenie”, powiem szczerze, że po mojej recenzji tej książki, miałam przyjemność poznać osobę, która była pierwowzorem głównej bohaterki. Opowieść prawdziwie mnie ujęła (czego dowodem jest ta recenzja KLIK). Czy trudno było ubrać w słowa czyjeś życie i czy od początku wiedziałeś, że będzie z tego wspaniała książka?

Aleksander: Książka dla jednych jest dobra, dla innych daremna. Może natomiast być dobrze lub źle napisana. Do „Zauroczenia” bardzo się przyłożyłem, ale mylisz się sądząc, że ubierałem czyjeś życie w słowa. Owszem, prawdziwe historie są dla mnie doskonałym tworzywem, inspirują mnie, ale nie staram się wiernie odzwierciedlać faktów a jedynie je interpretować na swój sposób. Tak było z „Zauroczeniem”.

Kinga: Wiem, że „papierowe” wydawnictwa z niechęcią odnosiły się do Twojej twórczości. Czy właśnie to było powodem założenia własnego wydawnictwa?

Aleksander: Ja w ogóle wszystkie wydawnictwa też darzę niechęcią, co zresztą nie jest niczym nowym, bo autor dla wydawnictwa jest tylko ciężarem. Było dokładnie tak, jak piszesz, poszedłem na swoje bo tak jest mi w tej chwili lepiej.

Kinga: W Twoich książkach dużo jest bólu i trudnych tematów. Czy to taki klucz do sukcesu, czy tylko osobiste preferencje?

Aleksander: Sukces to wielkie słowo, wolałbym go unikać. Moje książki są różne, część z nich owszem podejmuje trudne tematy, ale właśnie one są dla mnie ciekawe.

Kinga: Piszesz również poradniki, powiedz, co daje większą satysfakcję – powieść czy poradnik? Co w Polsce bardziej opłaca się pisać?

Aleksander: Opłaca się to, co się sprzedaje. Poradniki sprzedaje się łatwiej. Mnie większą satysfakcję dają powieści, ale jak płacę za ratę kredytu hipotecznego to nie ma większego znaczenia czy z pieniędzy za powieść czy za poradnik.

Zadumana Sowa...


Kinga: Czego życzysz sobie na kolejne lata? Czy możemy spodziewać się kolejnych książek pióra Aleksandra Sowy?

Aleksander: Chciałbym móc żyć tylko z pisania i nie chorować. A kolejne lata? Mogę to już oficjalnie powiedzieć bo w tej chwili trwa redakcja. Za kilka miesięcy ukaże się nowa powieść. Będzie to „Góra Bogów Śmierci” – pierwsza w moim dorobku pozycja z gatunku literatury grozy. W dalszej przyszłości jest powieść „Punkt Barana” z gatunku sensacja-kryminał, nad którą aktualnie pracuję i zdradzę, że jest to kontynuacja „Ery Wodnika”.
 
Kinga: Gdybyś mógł powiedzieć do swoich czytelników tylko jedno zdanie, jakby ono brzmiało?

Aleksander: Dziękuję.

Kinga: Ja Tobie też dziękuję za poświęcony mi czas i życzę wielu sukcesów.

Pod tym adresem możecie zobaczyć stronę autora i zapisać się na newsletter -> Wydawca.net. Warto, bo subskrybenci dostają przedpremierowo pełne wersje książek.

sobota, 13 września 2014

Hypnotic Writing - Joe Vitale | Recenzja gościnna

Hypnotic Writing - Joe Vitale | Recenzja gościnna

Jak zainstalować w swoim umyśle tricki copywriterskie?

Dawno temu przeczytałem, że jeśli ktoś prowadzi firmę i nie zna Hypnotic Writing, to traci pieniądze. Po przeczytaniu tej pozycji przyznałem autorowi rację. 

Joe Vitale to amerykański pisarz motywacyjny. Pisał o różnych sprawach - o marketingu i promocji  (Hipnotyczny marketing), bogaceniu się (Zacznij przyciągać pieniądze) i odnoszeniu do świata (Zero ograniczeń), używając bezpośredniego, pełnego entuzjazmu języka. Wszystko, czego się dotknie, zamienia się w złoto. 

Hypnotic Writing
  

Hypnotic Writing - Joe Vitale


Porady zawarte w tej książce możesz spisać na kartce i zacząć tworzyć teksty według dokładnie podanej formuły. Sam też tak kiedyś zrobiłem i każdy tekst pisałem według jego wzoru, aż weszło mi to w krew. Metoda opisana przez Vitale sprawdza się i pozwala na stworzenie ciekawego, wyróżniającego się artykułu. Porady są szczególnie wartościowe dla osób, które piszą od niedawna i nie wiedzą, jak radzić sobie z szybkim stworzeniem tekstu. Hypnotic Writing to lekarstwo na ciągłe poprawianie i chaotyczne, nieprzemyślane artykuły.

Czy to nowa metoda pisania? Odpowiedź brzmi nie, gdyż podobnych rzeczy dowiemy się z książek Josepha Sugarmana czy też Briana Tracy.

Na styl Vitale składają się pojedyncze rozdziały, które można czytać osobno, a każdy z nich jest napakowany emocjami i perswazją. Jeśli czujesz niedosyt tej siły, sięgnij do książki Hipnotyczny marketing. Znajdziesz w niej także doskonałe przykłady tego, jak pisać oferty, ale nie tylko w dziale o e-mailach, lecz w całej tej książce – autor używa chwytliwych nagłówków i innych tricków. Widać to po spisie treści, który wygląda jak spis najlepszych nagłówków z pierwszych stron portali.

Joe Vitale - bezdomny, który stał się milionerem

Książki o pisaniu anglojęzycznych autorów mają pewną wadę –  w Poradniku Rzemieślnika Stephena Kinga tłumacz wyciął słusznie dużą część o ortografii i interpunkcji, która nie miała zastosowania w języku polskim. Joe aż tak nie wgłębia się w językowe zawiłości, skupiając się na sposobie tworzenia treści, dzięki czemu z książki odnosimy większe korzyści. 

Odchodząc od tematu książki Joe Vitale, Stephen King jako jedyny pokazuje nam zupełnie inną metodę redagowania tekstu – według niego książki pisane według planu są nudne i trzeba tworzyć spontanicznie.
Na końcu książki znajdziesz bardzo bogaty zbiór linków do ciekawych stron, wydawnictw, bibliotek, stacji telewizyjnych, co jest przydatne dla osób, które pragną współpracować z firmami anglojęzycznymi. Plusem e-booka jest dobry skład, gdyż można go czytać na czytniku bez żadnych poprawek, co jest konieczne w przypadku innych publikacji.

Najlepszym podsumowaniem tej recenzji jest jej pierwsze zdanie – jeśli chcesz pisać chwytliwe teksty, musisz znać Hypnotic Writing. Po jej przeczytaniu zobaczysz, jak wiele osób wykorzystuje nagłówki Joe w swoich tekstach.
Copyright © Literutopia , Blogger